Mateusz Moskała Posts

22 – 23 Ix 2012 – Nato Days w LKMT, czyli na lotnisku Ostrawa – Mosnow. Impreza, jak co roku, ściągnęła tłumy (organizatorzy chwalą się liczbą 200 000 widzów). Ale… Jakoś tak słabiej w tym roku. Niby było B52 w przelocie (ach, ten gwizd silników i nadmiar kół), byli Red Arrowsi (których zawsze warto zobaczyć), był czas spędzony na świeżym powietrzu w ryku silników i zapachu paliwa, a jakiś takiś niedosyt pozostał. Może się już człowiek naoglądał i coraz więcej mu trza? Cholera wie.

Na pewno Karny Kaktus dla organizatorów się należy za brak możliwości wejścia pod koniec pokazów na ich teren. Godzinny spacer dookoła ogrodzonego terenu lotniska, w ulewnym deszczu, coby do samochodu się dostać – do miłych nie należy.

Nic to. Do przyszłego roku! ;)

 

Smacznego! (Uwaga, dużo zdjęć!)

 

 F16 Soloturk

(coby przejść dalej, kliknij w samolota)

We Wrocławiu będąc, urzeknięty krasnalami zostałem. Z Małżonką szanowną cały dzień w upale skubańców szukaliśmy.…

 

Ostatnio, tak z głupia frant, odwiedziłem mieleckie lotnisko.

Kawałek pasa, z tradycjami, a co! Przy General Aviation dybanie pod płotem nie do końca ma sens, trza było spróbować poszwędać się w okolicach pasa i hangarów. Na początek weszliśmy na teren należący do mieleckich zakładów lotniczych. Przed hangarem stał Dromader, w hangarach Black Hawki – w końcu właścicielem jest Sikorsky. Na szczęście aparat miałem w plecaku, bo szybko nam wyperswadowano spacery po okolicy. Trudno.

Na szczęście kawałek dalej była szkoła Fly Polska. Weszliśmy do biura i z marszu zapytałem (bez specjalnych nadziei. W końcu płot nie jest taki zły), czy mogę porobić zdjęcia samolotom. Ku mojemu zaskoczeniu – mogłem! Instruktor zaprowadził mnie do hangaru, pokazał maszyny. Jak można było nie skorzystać z okazji! (pomimo smutku w oczach żony. Nikt nie mówił, że będzie lekko :) )

 

Miło, że jeszcze są miejsca w których nie traktują osoby z aparatem jak zbója czy innego szpiega.

 

 

Z wizytą w Mielcu

Coby zobaczyć wszystko, kliknij samolota!

No i czas na tzw. „headlinera”  festiwalu – Petera Gabriela.

Fotograficznie – nie było już dla nas tak różowo – klasyka gatunku: 3 bez flesza (jakkolwiek coponiektórzy uparli się błyskać – bywa ;) ).

Muzycznie – łał. Po prostu. Muzyka, światło, deszcz (czerwony ;) ) – wszystko było niesamowite.

Chyba nie da się tego opisać. To po prostu trzeba przeżyć!

W krótkich żołnierskich słowach opisał to Michał Kowalewski. Polecam!

 

 LFO2012 Peter Gabriel

Coby przejść dalej, kliknij zdjęcie!

I czas na drugą część koncertu z oświęcimskiego rynku: Maroon Town i Dżem.

Jest coś magicznego w takich „rynkowych” koncertach. Z jednej strony – niby wyśmiewane „święto ziemniaka”. Z drugiej: naprawdę świetna za bawa. Po pierwsze – publiczność mniej zblazowana, czy rozpieszczona niż ta „wielkomiejska”. Po drugie – wykonawcy są bliżej publiczności. A stanie w „fosie” (czyli wybiegu dla fotografów i ochrony) na takich koncertach też jest zupełnie inne. Jest coś magicznego w znajdowaniu się na styku dwóch stron barykady, dwóch spotykających się energii.

Smacznego!

 

 Dżem w Oświęcimiu

 Coby przejść dalej, kliknij obrazek.

LFO – czyli Life Festival Oświęcim.

Tegoroczna edycja trwała od 10 do 13 maja. Zakończyła się niezapomnianym koncertem Petera Gabriela. Ale wcześniej atrakcji nie brakowało: w sobotę, 12 V na oświęcimskim rynku wystąpił Shachar, Sara Lugo, Maroon Town i na koniec dobrze wszystkim znany Dżem.

Jak co roku, nie mogło mnie tam zabraknąć.

Na początek – kilka zdjęć dwóch pierwszych wykonawców.

 

Shachar:

Shachar

Coby przejść dalej, kliknij zdjęcie!

… dzisiaj w Balicach.

Czyli tak na prawdę nawet nie wczoraj, tylko przedwczoraj.

Chciało mięsię pomarznąć, pomęczyć słuch i w ogóle.

Wszystko, coby zobaczyć jak ląduje Ryanair, a po nim Ryanair i potem Ryanair no i… Tak! Ryanair :)

A między Ryanairami jakiś Eurolot czy inny Norwegian.

(PS – to nie jest spotterka. Nie ma nigdzie numerów maszyn :) )

 

 

Coby przejść dalej, kliknij w… Samolot!

Ciepło, przyroda budzi się do życia, aż się chce łazić z aparatem i kiczyki popełniać.

Kraków ma to do siebie, że leży w niecce. Dlatego też w lecie mieście powietrze się „kisi” – jest zaduch. A wiosną i jesienią zalega mgła.

 

Byle do wiosny! :)

 

 

Coby przejść dalej, kliknij na zdjęciu.